« wróć

2 grudnia 2015

Zamień „żądam” na „potrzebuję”

DSC_1614

Wcześniej czy później rodzica każdego kilkulatka czeka stanowcze „nie” w odpowiedzi na prośbę o umycie rąk, skończenie zabawy czy założenie ciepłego sweterka. Co gorsza, prośba ta, wielokrotnie powtórzona, spotka się z negacją wyrażoną w sposób nader ekspresyjny – płaczem, krzykiem, tupaniem lub obrażeniem się na cały świat. Czy jest jakiś sposób, żeby poradzić sobie ze „strajkującym” dzieckiem, albo – jeszcze lepiej – nie dopuścić do powstania takich sytuacji?

Ostre protesty latorośli w sprawach, zdawałoby się, w ogóle niewartych uwagi (bo to przecież oczywiste, że ręce trzeba umyć przed obiadem, a w chłodny, wietrzny dzień owinąć szyję szalikiem), mogą wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej cierpliwego rodzica. Zwłaszcza gdy zdarzają się kilka razy dziennie. Jak więc reagują dorośli? Każdy zachowuje się inaczej – jedni proszą i tłumaczą, dlaczego coś trzeba zrobić. Inni próbują ignorować sprzeciw dziecka lub usiłują je przekupić, jeszcze inni tracą cierpliwość i nakazują lub… po prostu ustępują. Czy któraś z tych metod jest skuteczna? Owszem, zdarza się, że rodzicielskie „działania wychowawcze” przynoszą oczekiwany efekt w postaci uległości dziecka… jednak najczęściej tylko do następnego razu. W końcu zaniepokojeni dorośli zaczynają zastanawiać się, dlaczego malec stale się sprzeciwia, nie reaguje na prośby, nie wykonuje poleceń. Czują się bezradni i mają poczucie winy, a poszukując skutecznych rozwiązań, nadal napotykają na opór i nieustanne manifestowanie niezależności przez swojego kilkulatka. To rodzi frustrację…

Czy jest zatem jakieś wyjście z impasu, na które dotąd nie wpadli? Warto wypróbować metodę win-win i rozegrać trudne sytuacje w taki sposób, aby obie strony sporu poczuły się wygrane. Rodzic nie powinien z góry zakładać, że musi przekonać dziecko do swojego zdania. Niech raczej da szansę małemu człowiekowi, by na równych prawach przedstawił swoje racje. Jeśli obie strony nazwą i zrozumieją potrzeby swoje i drugiej osoby, wystarczy już tylko zastanowić się nad korzystnym dla wszystkich rozwiązaniem.

Oto, jak może wyglądać rozmowa z kilkulatkiem kwestionującym wszelkie nasze prośby:

– Jasiu, kończ, proszę, zabawę, bo zaraz wychodzimy na spacer – mówi mama.

– Ale ja nie chcę… – krzywi się synek.

Tu, zamiast namawiać Jasia i tracić cierpliwość, rodzicielka wykazuje zainteresowanie aktualnymi potrzebami małego buntownika:

– Dlaczego nie chcesz wyjść z domu? – pyta.

– Bo chcę skończyć rysunek – odpowiada Jaś i zapala się: – Wiesz, mam taki świetny pomysł…!

Matka wie, że dzieci powinny spędzać na dworze przynajmniej dwie godziny dziennie.  Ale też zdaje sobie sprawę, że synka nie przekonają argumenty dotyczące pozytywnego wpływu spacerów na zdrowie i odporność organizmu.  Dlatego mówi:

– Rozumiem, że nie chcesz przerywać rysowania. Ja z kolei chętnie pospacerowałabym po parku. Zobacz, jaka piękna pogoda…

W ten sposób pokazuje dziecku, że akceptuje jego potrzeby, a jednocześnie uświadamia mu swoje.

– Jak myślisz, co możemy teraz zrobić? Masz jakiś pomysł? – pyta.

Już sama zmiana zachowania matki i okazanie zainteresowanie potrzebami dziecka  z pewnością na tyle je zaciekawi, że przerwie ono rysowanie i podejmie dialog. A ponieważ dzieci są bardzo kreatywne, bez trudu wymyśli też kilka możliwych rozwiązań. Wszystkie propozycje rozwiązania problemu uwzględniające potrzeby obu stron (tak, również te całkowicie nierealne) należy potraktować poważnie i wspólnie omówić. W opisanym przykładzie można by rozważyć, np. wyznaczenie czasu na ukończenie rysunku z zastosowaniem minutnika, zabranie kartki i kredek do parku, ustalenie, że odtąd mama będzie odpowiednio wcześnie uprzedzała dziecko o zbliżającym się spacerze… Najważniejsze, aby obie strony czuły się wygrane i zadowolone z rozwiązania, a porozumienie osiągnęły bez ustępstw i kompromisów.

Proponowane rozwiązania dobrze jest również utrwalić i zachować na potem, wieszając na przykład na ścianie w pokoju dziecka lub przypinając magnesem do lodówki – z pewnością się jeszcze przydadzą. Wystarczą kartka i ołówek. Zapisywać może mama albo dziecko – za pomocą symbolicznych rysunków. Zapis może przybrać formę „chmurki” – to bardzo czytelny dla dzieci zapis graficzny, o czym przekonuje nas Dorota Kamińska w książce „Jak bawić się i uczyć z pasją? Zastosowanie narzędzi myślowych TOC w pracy z dziećmi. Czyli miniporadnik, jak wychować dziecko Twórcze, Optymistyczne i Ciekawe świata”.

Na koniec dodam, że trzeba pamiętać, iż „nie” dziecka nie jest skierowane przeciwko rodzicowi. Po prostu maluch w dostępny sobie sposób próbuje pokazać, co jest dla niego ważne, czego potrzebuje. Akceptując to i okazując zrozumienie, wspierasz swoją pociechę w rozwoju z miłością i szacunkiem. Z czasem twoje dziecko przestanie koncentrować się na własnych żądaniach – zamieni je na określanie własnych potrzeb. Ta strategia ma dodatkowe zalety: uczy znajdowania logicznych rozwiązań i akceptowalnego dla wszystkich rozwiązywania sporów. Uczy również empatii, rozpoznawania, nazywania i rozumienia potrzeb nie tylko własnych, ale i innych ludzi, oraz sposobów zaspokajania tych potrzeb.

 

Alicja Dorozińska – specjalista ds. dydaktyki i wychowania w Przedszkolach Ciuchcia Puch Puch, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej. Doświadczony nauczyciel wychowania przedszkolnego.  Licencjonowany specjalista Glottodydaktyki i Dziecięcej matematyki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zadzwoń: 22 490 24 24