« wróć

30 sierpnia 2016

Jutro znów idę do przedszkola. Już nie mogę się doczekać!

Blog

Dziś pierwszy raz poszłam do przedszkola. I wszystko było dokładnie tak, jak zapowiedziała mama. Przy drzwiach czekała na mnie uśmiechnięta i bardzo miła pani, a w sali było dużo dzieci. Niektóre bawiły się już na całego, inne wyglądały na smutne i wciąż pytały panią, kiedy przyjdzie mama. Ja nie martwiłam się wcale, bo umówiłam się z mamą, że wróci po mnie, jak tylko zjem obiadek.  Wiedziałam, że na pewno przyjdzie – jak zawsze. Nieraz zostawałam przecież, bez mamy i taty, u cioci Ewy i rodzice zawsze po mnie przychodzili.

A potem był czas na zabawę zabawkami. O, jak się ucieszyłam, że rodzice często zabierali mnie do parku, gdzie przychodziło mnóstwo dzieci. Nauczyłam się tam zgodnie bawić się z innymi. Mama powiedziała, że kiedy będę chciała pobawić się zabawką innego dziecka, powinnam wówczas powiedzieć poproszę.  Czasem się udawało i mogłam przez kilka minut używać czyjejś łopatki albo foremki, ale nie zawsze. I wtedy tata wyjaśnił mi, że nikt nie musi oddawać swoich rzeczy, jeśli nie chce. Ale dodał też, że warto to robić, bo miło jest dzielić się z innymi. Więc dziś troszkę pogniewałam się na Tosię, tę z kędziorkami, bo jak przebierałam lalkę-bobasa, to zabrała mi ubranka. Może nie wszystkie moje przedszkolne koleżanki i koledzy uczyli się zabawy z innymi?

W łazience pani mnie pochwaliła, ponieważ sama poradziłam sobie ze wszystkim. Już wcześniej w domu nauczyłam się robić siusiu na sedes, zdejmować i podciągać majteczki. Wiem też, że po skorzystaniu z toalety zawsze trzeba umyć rączki. Pamiętałam nawet o podciągnięciu rękawów, żeby się nie zamoczyły! Nie znalazłam tylko ręcznika – ani mojego ulubionego, tego w misie, ani żadnego innego, ale wtedy  pani pokazała mi taką śmieszną skrzyneczkę, z której wyciąga się papierowe ręczniki. Z łazienki chciał skorzystać też mój kolega, ten, który ma na imię… Antoś? Tak, chyba Antoś. Tak długo próbował rozpiąć guzik przy spodniach, aż rozbolały go paluszki. Pomyślałam, że mu pomogę, ale ten uparty guzik i tak nie chciał wyjść przez dziurkę. Nawet pani się namęczyła, zanim udało jej się go rozpiąć. Dobrze, że moje ubranka są wygodne i z łatwością radzę sobie sama.

W szatni było trochę ciasno, ale bardzo szybko znalazłam półeczkę ze swoim znaczkiem – wesołym słoneczkiem. W mojej grupie są dzieci, które nie potrafią same włożyć butów, a jak się im już udało wcisnąć piętę do buta, to i tak pani musiała poprawiać, bo prawy but był na lewej nodze.  Dla mnie włożenie butów to żaden kłopot, moja kochana mama pomyślała o i tym. Przecięła znaczek ze słoneczkiem na dwie części i każdą wkleiła do jednego bucika. Teraz jak postawię butki obok siebie i widzę całe, okrągłe słonko, to znaczy, że mogę wkładać nóżki. Trudno mi było tylko trafić w uciekający rękaw kurtki, ale wtedy pani troszkę przytrzymała ją za kaptur i już byłam gotowa do wyjścia. A najważniejsze, że nie musiałam czekać w długiej kolejce, żeby pani mnie ubrała. Mogłam w tym czasie dokładnie obejrzeć, co ciekawego jest w szatni.

Ogródek już znam, bo kilka razy przychodziłam tu wcześniej razem z rodzicami. Uwielbiam zjeżdżalnię i karuzelę, ale chyba jeszcze bardziej zabawę w piaskownicy. Świetnie udają mi się foremkowe babki, potrafię też wykopać bardzo głęboki dół i usypać piaskową górkę. Z Jasiem i Olą wymienialiśmy się zabawkami i bardzo uważaliśmy, żeby nie popsuć sobie naszych budowli. Chyba byliśmy na dworze bardzo długo, bo nagle usłyszałam… bur, bur, bur – to mój brzuszek dopominał się obiadu! Pani pewnie też już była głodna, bo za chwilkę zawołała wszystkie dzieci i wróciliśmy do przedszkola.

Obiadek był po prostu pycha. Skąd panie kucharki wiedziały, że najbardziej ze wszystkich zup lubię pomidorową? Pamiętałam, jak kiedyś mama mówiła, że jeśli będę czegoś potrzebowała, to mam poprosić panią. Dziś sprawdziłam! To naprawdę działa! Powiedziałam, że bardzo smakuje mi zupa i jeszcze bym chciała, i zaraz dostałam dokładkę. A z jedzeniem też dobrze sobie radzę. Umiem jeść „dorosłą” łyżką i widelcem. Kiedyś nawet babcia uczyła mnie kroić nożem, ale kotlecik ciągle uciekał mi po talerzu i trochę to trwało. Na koniec obiadu podano truskawkowy kompot w ślicznych, kolorowych kubeczkach. Gdy kończyłam swoją porcję, jeden chłopczyk, taki w okularkach, głośno się rozpłakał i wołał, że chce kubek niekapek. Taki duży, a jeszcze pije z dzidziusiowego kubeczka!

Po obiedzie miałam na bluzce tylko jedną pomidorową plamkę, ale taką całkiem malutką. A niektóre dzieci pani musiała przebierać, bo ich bluzki (a nawet spodenki!) były całe mokre i pobrudzone!  Jedna dziewczynka powiedziała, że w domu mama ją karmi, a druga, że zawsze je inną łyżką – plastikową, i że nigdy jeszcze nie jadła widelcem. Pomyślałam, że pewnie używa takiej specjalnej łyżeczki dla malutkich dzieci, jak mój malutki braciszek.

A potem… potem to już przyszła po mnie mama. Mama zawsze dotrzymuje słowa.  I zgadnijcie, dokąd poszłyśmy?  Na moje ulubione lody waniliowe, oczywiście z kolorową posypką.

Teraz siedzimy z mamą na ławeczce i zajadamy te pyszności, a ja myślę, że wiele dzieci może pozazdrościć mi takich mądrych i kochanych rodziców. Rozumiem już, dlaczego tak często powtarzali: możesz zrobić to sama, potrafisz, spróbuj jeszcze raz, na pewno ci się uda, jesteś już dużą dziewczynką. Pozwalali mi uczyć się i próbować tak długo, aż w końcu się udawało. Owszem, zdarzało się, że potem cała łazienka była do sprzątania, ale nawet wtedy mama się nie gniewała, tylko razem wycierałyśmy mokrą podłogę. No i zawsze, kiedy już nauczyłam się czegoś nowego, to mama i tata się cieszyli i mówili, że są bardzo dumni ze swojej córeczki. Czasem nawet była nagroda niespodzianka – szliśmy razem do kina albo mogłam wybrać książeczkę w pobliskiej księgarni. Sama!

Dziękuję, mamo i tato, że chociaż mam dopiero trzy lata, tyle mnie już nauczyliście. Dlatego pierwszy dzień w przedszkolu był dla mnie taki miły. Wiem, że potrafię sobie poradzić ze wszystkim. No, prawie wszystkim…

Mamo, wracajmy już do domu, bo jutro rano idę do przedszkola. Już nie mogę się doczekać!

Alicja Dorozińska – specjalista ds. dydaktyki i wychowania w Przedszkolach Ciuchcia Puch Puch, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej. Doświadczony nauczyciel wychowania przedszkolnego.  Licencjonowany specjalista Glottodydaktyki i Dziecięcej matematyki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zadzwoń: 22 490 24 24