« wróć

11 września 2018

Uśmiech na brudnej buzi, czyli zabawy sensoryczne dla dzieci

Troska czy ograniczanie?

„Nie biegaj, bo się przewrócisz”, „Zostaw, to brudne!”, „Po co to targasz ze sobą? Przecież to zwykły kamień!”, „Nie ruszaj, jeszcze jakieś choróbsko złapiesz” –  te i podobne komunikaty słyszę każdego dnia na placach zabaw, parkach, ulicy. Dlaczego dzieci chcą robić to, czego na ogół nie akceptują dorośli? Bo takie właśnie zabawy, jak np. wskakiwanie do kałuży, lepienie „pączków” z błota, rozchlapywanie wody podczas kąpieli czy zasypanie kuchni mąką  podpowiada im… intuicja. Maluchy doskonale wyczuwają własne potrzeby i w ten sposób próbują je zaspokajać.

Warto więc zastanowić się, po co właściwie rodzice wychodzą z dziećmi na spacer, skoro brzdącom nie wolno biegać, wspinać się, dotykać znalezionych skarbów, a domu muszą wrócić czyściutkie i niespocone. Czy chodzi tylko o to, by przez określony czas pobyć na świeżym powietrzu? Wierzę, że każdej mamie i każdemu tacie zależy na dobru swojej pociechy, zbyt często zauważam jednak, że ciągłym przestrzeganiem i zakazywaniem ograniczają jej drogę do prawidłowego i harmonijnego rozwoju. A przecież naszym – rodziców i nauczycieli – podstawowym zadaniem jest pomagać dziecku wszechstronnie się rozwijać!

Odrobina teorii

Mózg człowieka rozpoznaje i segreguje odbierane wszystkimi zmysłami wrażenia i bodźce płynące z różnych źródeł, aby zbudować spójny i pełny obraz rzeczywistości. Dzięki zespoleniu zmysłów dziecko może jednocześnie widzieć, słyszeć, odczuwać dotyk, temperaturę i zmiany pozycji swojego ciała. Prawidłowo zintegrowane zmysły zwiększają pewność siebie i  poczucie własnej wartości małego człowieka, który ma coraz lepsze kontakty z otoczeniem, coraz łatwiej się koncentruje. Warto wspomnieć, że dzięki prawidłowej integracji zmysłów także proces uczenia się, np. czytania, pisania czy liczenia, przebiega sprawniej.

Niestety, coraz częściej obserwuję dzisiaj dzieci mające problem z przetwarzaniem bodźców zmysłowych. Przyczyną tego stanu rzeczy może być zbyt wczesne udostępnianie (czasem nawet zupełnym maluchom!) nowoczesnych technologii. Co może wyniknąć ze spędzania przez nie czasu na oglądaniu bajek czy graniu na komputerze? Zachęcam do obejrzenia krótkiego filmiku na YouTube, na którym małe dzieci, około 2-letnie, podchodzą do akwarium i próbują przesunąć obraz. Ich zachowanie może wywołać uśmiech, świadczy jednak o tym, że maluchy nie uświadamiają sobie, iż nie każdy widziany obraz jest płaski jak na ekranie monitora. Ograniczenie wrażeń sensorycznych wpływa negatywnie także na koncentrację uwagi, skutkuje nadwrażliwością na bodźce lub nadmiernym ich poszukiwaniem oraz obniżoną koordynacją ruchową. Dlatego tak ważne jest by integracja zmysłów postępowała prawidłowo.

Jak zadbać o prawidłową integrację zmysłów?

Bazując na swojej wiedzy i doświadczeniu w pracy z dziećmi, w pierwszej kolejności polecam domowe zabawy sensoryczne. Nie wymagają one żadnego specjalistycznego sprzętu czy przygotowania, bawimy się tym, co znajdziemy we własnej kuchni. Różnorodność znajdujących się tu produktów gwarantuje  różnorodność dostarczonych dziecku bodźców zmysłowych. Pamiętam, ile radości sprawiła mojej grupie przedszkolaków zabawa w „balonowe niespodzianki”: kolorowe balony wypełniliśmy kaszą gryczaną, ryżem, ciecierzycą, żelowymi kulkami – po dwa z taką samą zawartością. Następnie włożyliśmy je do pudełka z przykrywką i po omacku szukaliśmy par, jednocześnie opisując swoje doznania, tak by pozostali uczestnicy mogli odgadnąć, co znajduje się w danym baloniku. Podobną zabawę przeprowadziłam, wykorzystując plastikowe pojemniczki z popularnych „jajek niespodzianek”. W każdym z nich ukryliśmy coś drobnego: dzwoneczek, kilka ziaren grochu, ryżu lub kaszy pęczak, kamyk, kolanko makaronu. Powstałe grzechotki świetnie sprawdziły się w dźwiękowej zgaduj-zgaduli. Warto zauważyć, że zarówno samo przygotowanie zabawek, czyli kontakt z różnorodnym tworzywem, jak i późniejsze porównywanie faktur lub dźwięków i odnajdywanie identycznych były dla dzieci nie tylko fantastyczną zabawą, ale też ćwiczeniami stymulującymi jednocześnie zmysły wzroku, dotyku i słuchu.

Jednak najukochańszą z tego typu zabaw jest dla moich podopiecznych sensoryczny tor przeszkód, czyli pojemniki wypełnione różnymi materiałami, po których dzieci chodzą na bosaka. Uwielbiają zwłaszcza te z kulkami hydrożelu (do kwiatów). Kulki są zawsze śliskie, czasem jednak zimne, a czasem ciepłe, zależnie od temperatury wody, którą je zalejemy. To, co odczują dziecięce stópki w ostatnim pojemniku, nieodmiennie jest niespodzianką i wzbudza wybuchy śmiechu. W ten przyjemny sposób maluchy stymulują swoje receptory dotykowe i trenują równowagę.

Plastyka dla smyka

Jeśli chodzi o zajęcia plastyczne, zwykle namawiamy dziecko do wykonania jakiejś konkretnej pracy – narysowania słoneczka, wyklejenia biedronki kropkami, ulepienia z plasteliny kotka. A gdybyśmy tak czasem spróbowali zamiast na dziele skupić się na samym procesie tworzenia, pozostawiając młodemu artyście swobodę wyboru nie tylko tematu, ale też tworzywa i metody? Sama często prowadzę z dziećmi takie zajęcia i za każdym razem jest to niepowtarzalne doświadczenie.

Moje zadanie to przygotowanie materiałów (są to tylko naturalne, bezpieczne i jadalne składniki, takie jak mąka, ryż, kasze, barwniki spożywcze, makarony, jogurty, zapachy do ciast, galaretki, przyprawy, aby w zajęciach mogły wziąć udział nawet najmłodsze maluchy) i przestrzeni (podłogę „atelier” zabezpieczam folią malarską – chroni i bardzo ułatwia sprzątanie). Reszta należy do dzieci. To one decydują, jaki kształt i przebieg ma zabawa. Tak naprawdę jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. A zapewniam, że ta dziecięca jest nieograniczona!

Niedawno prowadziłam takie zajęcia z grupą 3- i 4-latków. Zaprosiłam je do sali, w której na każdego czekała miska, mąka oraz woda z barwnikiem. Na początku ustaliliśmy tylko jedną zasadę: chodzimy i bawimy się wyłącznie w obrębie folii. Nie podałam dzieciom żadnych instrukcji dotyczących zabawy, po prostu sama zaczęłam przesypywać mąkę z ręki do ręki. Już po chwili przedszkolaki z własnej inicjatywy sięgnęły po materiały i rozpoczęły indywidualne eksperymenty. Kto chciał, też zajął się mąką i realizował swoje pomysły, takie jak usypywanie i uklepywanie mącznej górki, zdmuchiwanie mąki z dłoni, drapanie warstwy mąki wszystkimi paznokciami naraz… Kto wolał kolorową wodę, przelewał ją (a właściwie głównie rozlewał), jeszcze inni próbowali zagnieść ciasto z obu składników, samodzielnie decydując, czy dodać coś do swojej miski, czy nie, a jeśli tak, to ile. Co szalenie istotne, w trakcie zabawy dzieci nie obawiały się skarcenia za powstały bałagan. A ten był naprawdę ogromny! I zarazem nie mniej twórczy. Bawiąc się wraz z dziećmi, mówiłam, co czuję podczas wykonywania tej czy innej czynności; pytałam również o ich wrażenia. Każde miało coś ciekawego do powiedzenia!

Dodatkowym walorem sensorycznych zajęć plastycznych jest to, że uczą rozwiązywać problemy – gdy komuś zabraknie jakiegoś produktu, sam musi zdecydować, co z tym zrobi: rozejrzy się i poszuka, zaczeka, aż materiał się znowu pojawi czy o niego poprosi. Warszaty uczą też współpracy, komunikacji, odpowiedzialności i samodzielności. Rozwijają zmysły i poszerzają słownictwo, choćby poprzez określanie cech, np. coś jest gładkie, śliskie, mokre, ciężkie, twarde, pachnie przyjemnie lub nieprzyjemnie, szczypie w język, jest słodkie albo kwaśne. Ponadto mieszając, depcząc, skacząc, ugniatając i robiąc milion innych rzeczy, dzieci usprawniają dużą i małą motorykę.

Jak już wspomniałam, ani uczestnicy warsztatów, ani prowadzący je nauczyciel nie nastawiają się na określony efekt plastyczny. Tu nie powstają żadne konkretne rysunki, figurki, wycinanki czy malunki, którymi można by się później pochwalić. Dzieciom wystarcza spontaniczna ekspresja, a dorosłym świadomość, że wspierają w ten sposób integrację zmysłów swoich podopiecznych.

Nie bójmy się bałaganu

Z każdymi zajęciami coraz wyraźniej uświadamiam sobie, że tego typu zabawy są dzieciom niezbędne jak powietrze. Cieszy mnie widoczna na umorusanych twarzach radość z możliwości spontanicznego działania bez żadnych ograniczeń, malująca się na nich koncentracja podczas twórczego wysiłku, entuzjazm, z jakim maluchy w naturalny sposób angażują w swoją aktywność wszystkie zmysły. Mogąc swobodnie rozlewać, rozsypywać, mazać, czyli ogólnie „babrać się ” w danym materiale, czują się szczęśliwe. Czy nie tego właśnie dla nich chcemy? Ponadto wiemy już, że różnorodność bodźców wspiera proces prawidłowej integracji zmysłów, pozwalając dziecku stworzyć wielowymiarowy obraz otaczającej nas rzeczywistości, a co za tym idzie, skutecznie przyczynia się do jego harmonijnego rozwoju. Szczerze zachęcam wszystkich rodziców, aby stwarzali swoim pociechom warunki do zabaw w stymulującym bałaganie. I naturalnie przypominam o przygotowaniu takich ubranek, których nie będzie szkoda, jeśli się zabrudzą.

Aleksandra Białobrzeska – nauczyciel w Przedszkolu Ciuchcia Puch Puch, absolwentka Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz trener I stopnia Sensoplastyki®.

Serdecznie zapraszamy na nowy cykl naszych sobotnich zajęć adaptacyjnych – Sensoryczna MiniCiuchcia. Zapraszamy! 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Zadzwoń: 22 490 24 24