« wróć

Adaptacja do przedszkola zaczyna się w domu

Aklimatyzacja dziecka w przeszkolu jest ważna zarówno dla niego samego, jak i dla jego rodziców. Warto więc, już kilka – kilkanaście tygodni przed planowanym „dniem zero”, zacząć wspierać malucha w procesie stopniowego usamodzielniania się.

Mam na imię Jaś, niedługo skończę trzy lata. Od niedawna w moim domu dzieją się przedziwne rzeczy. Rodzice zachowują się zupełnie inaczej niż wcześniej. Nic z tego nie rozumiem…

Do tej pory mama, a czasem i tata, pomagali mi przy jedzeniu. Oglądałem sobie książeczkę, jeździłem autkiem po stole, a zupa czy kotlecik same wpadały mi do buzi. Teraz dostaję do ręki łyżkę albo widelec i… jem sam! Myślicie, że chodzę głodny? Nie! Całkiem dobrze sobie radzę. Czasem tylko coś się wyleje albo wypadnie z talerza na stół albo na podłogę. I  wiecie, co wtedy robi mama? Wcale, ale to wcale się na mnie nie gniewa! Po prostu idziemy po ściereczkę i wspólnie sprzątamy. A potem mama mocno mnie przytula i chwali. Zorientowałem się też, że tata schował wszystkie moje śliniaczki, i teraz, gdy budyń czy kompot chlapnie na koszulkę, po prostu zmieniam na czystą…

A to nie koniec niespodzianek! Już ani mama, ani tata mnie nie ubierają. Uczę się sam wkładać koszulki. Nawet nieźle mi idzie, głowa zwykle trafia tam, gdzie powinna, gorzej z rękawami, ale – jak mówi tata – nie od razu Kraków zbudowano. Świetnie za to radzę sobie ze spodniami. Robię to tak: rozkładam spodnie na podłodze, siadam obok, a moje nóżki same wskakują – jedna w jedną, a druga w drugą nogawkę. Teraz wystarczy wstać, pociągnąć gumkę do góry i gotowe!

Ostatnio mama zmieniła też trasę naszych spacerów. Codziennie mijamy teraz ogródek, w którym zawsze jest gromada roześmianych dzieci. Zatrzymujemy się, żebym mógł sobie na nie popatrzeć. Cóż one wyprawiają! – śmieją się, biegają, bujają się na huśtawkach, kopią dołki w piasku, a raz widziałem, jak chłopiec jeździł na małym żółtym rowerku. Gdybym i ja mógł wsiąść na siodełko i popędzić daleko, daleko przed siebie…

Wieczory w domu też są obecnie jakieś inne. Po kąpieli tata opowiada mi o swoim dzieciństwie i za każdym razem ma dla mnie inną, choć zawsze ciekawą historyjkę. Zauważyłem, że w każdej z nich pojawia się przedszkole. Na przykład opowiedział mi o tym, jak babcia Hela zaprowadziła go tam po raz pierwszy, jak nauczył się bawić z innymi dziećmi i tak myć ręce, żeby nie zamoczyć rękawów. Nie uwierzycie, ale tata w przedszkolu nauczył się czytać! Och, ja też chciałbym już umieć! Rodzice czasem bywają zajęci, a tak mógłbym sobie usiąść i sam czytać moją ulubioną książkę o dinozaurach… A któregoś razu tata przyznał mi się, że zgubił w przedszkolu skarpetkę i musiał wracać do domu tylko w jednej! Tak się wtedy chichotaliśmy, że aż mama przyszła zapytać, co nas rozśmieszyło. Dopiero teraz przekonałem się, że mój tata umie śpiewać! Nauczył mnie nawet piosenki o przedszkolakach – zuchach, już trochę umiem…

Kiedy słońce świeci i gdy deszczyk pada,
idzie do przedszkola wesoła gromada.
Tupią małe nóżki – tupu, tupu, tup!
Raźno do przedszkola idzie mały zuch.

Jednak te niespodzianki to jeszcze nic. Po prostu nie mogłem uwierzyć w to, co powiedziała dzisiaj mama! Oczy robiły mi się coraz większe i większe… Okazało się, że jutro rodzice mają jakąś bardzo ważną sprawę do załatwienia i muszą gdzieś iść sami. A ja? Co ze mną?! Owszem, zdarzało się już (i to nawet często!), że zostawałem w domu bez mamy albo bez taty, ale nigdy sam! Rodzice szybko mi wytłumaczyli, że teraz też nie zostanę. Zrobimy tak: tata zaprowadzi mnie do Krzysia, mojego dobrego kolegi, tam się troszkę pobawię, a rodzice przyjdą po mnie zaraz po podwieczorku. Niepokoję się troszkę, czy sobie poradzę. W końcu po raz pierwszy będę bez żadnego z nich… Co zrobię, jak zachce mi się pić? Zawsze biegłem do mamy i sprawa była załatwiona, a teraz…? Już wiem! Mogę przecież poprosić mamę Krzysia!

Tak też zrobiłem – poprosiłem i dostałem kubeczek soku. Dałem radę! Już wiem, że nie tylko moją mamę mogę o coś poprosić. A poza tym była świetna zabawa! Krzyś ma kolejkę, wielkie pudło klocków i walizkę kolorowych autek. Zbudowaliśmy więc wspólnie stację kolejową i piętrowy parking dla samochodów, taaaki wysoki! Potem zjedliśmy podwieczorek i… zadzwonił domofon. Od razu wiedziałem, że to mama z tatą. Tak, jak się umówiliśmy. Moi rodzice zawsze dotrzymują słowa. Uśmiechnięta mama przytuliła mnie na powitanie, a tata przybił ze mną żółwika.

Zastanawiałem się, czym jeszcze rodzice mogą mnie zaskoczyć, ale tego nie przewidziałem. Co za fantastyczna niespodzianka! Wczoraj przy kolacji powiedzieli, że zapisali mnie do przedszkola – hura! Już nie mogę się doczekać, kiedy zostanę przedszkolakiem! Jestem gotowy choćby jutro!


Alicja Dorozińska – specjalista ds. dydaktyki i wychowania w Przedszkolach Ciuchcia Puch Puch, absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej, doświadczony nauczyciel wychowania przedszkolnego, licencjonowany specjalista Glottodydaktyki i Dziecięcej matematyki.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Zadzwoń: 22 490 24 24